Ulegając namowom koleżanek i w pewnym sensie też modzie wybrałam się z
jedną z nich na Zumbę. Słyszałam już o tego rodzaju rozrywce, ale sama jeszcze
tego nie próbowałam. Przyznam szczerze, że przekonana do tego pomysłu nie
byłam. Zdarzało mi się uczęszczać na fitness i nie było to coś co pochłonełoby
mnie do reszty. Może też stąd ma postawa co do Zumby nie była zbyt
optymistyczna. Od wspólnego podskakiwania w grupie więcej przyjemności sprawiał
mi indoor cycling, czyli rowerki. Na tych zajęciach naprawdę lubiłam przebywać.
Ale wracajmy do Zumby.
Ponieważ byłam już umówiona, a sala znajduję się 3
minutki od mojego obecnego miejsca pobytu słomiany nie miał pola do popisu.
Wygrzebałam więc z szafy z deczka sprane ledżinsy J i koszulkę, skoczyłam po wodę i pobiegłam na moje
pierwsze zajęcia. Nie powiem stracha spowodowanego brakiem kondycji miałam.
Stanęłam sobie nieśmiało na samym końcu no i się zaczęło. Z początku byłam
lekko zdezorientowana, ale latynoamerykańskie rytmy poznane podczas mojego pobytu
w Hiszpanii dały o sobie znać. Nie tylko moje nogi, ale całe me ciało, a za nim
i dusza oddały się zumbowskim harcom. Tak mi się spodobało, iż po skończonym
treningu byłam pewna, ze minęło dopiero pół godzinki, a to był już koniec
zajęć. Wręcz byłam rozczarowana, że ta przyjemność jest już za mną. Nie powiem
rumieniec pojawił się na mych licach i czułam lekki zmęczenie, ale było to
bardzo przyjemne uczucie. Oczywiście nie zdążyłam ogarnąć wszystkich układów,
ale przecież po to są zajęcia nr 2, 3, 4, 5, itp. Tanecznym krokiem w pełni
zadowolona, że zrobiłam coś dla ciała wróciłam do domu. Oby tylko słomiany mnie
nie dopadł.
Jak mnie cieszy to, co czytam :) W serduchu się dołączam do ćwiczeń i trzymam kciuki za dalszą motywację :* Ja - Na razie tylko BUS :P
OdpowiedzUsuńslomianemu mowi absolutnie nie! mnie ostanio dopadl tez, ale staram sie go przechytrzyc :)
OdpowiedzUsuńChyba sie zapisze;) wyglada to na super zabawe;) buziaki Zania
OdpowiedzUsuń