W
sobotnie lub niedzielne przedpołudnia, czy to zima czy to lato często jesteśmy
gośćmi przytulnego lokalu na Nadwiślańskiej w Krakowie. W Cavie, gdyż tak zwie
się to miejsce podczas tych leniwych chwil popijamy sobie kawkę i przeglądamy
prasę. Oczywiście za każdym razem ulegamy pokusie i do kawy dodajemy, a to
serniczek z musem malinowym, a to tarte śliwkową z kruszonką i sosem
waniliowym, a to jakieś małe śniadanko. Wszystko zależy od stopnia niepełnienia
naszych brzuszków. Wybór jest spory, ponieważ karta bogata jest we wszelakiego
rodzaju przekąski i małe dania. Jest w tym lokalu coś co przyciąga nie tylko za
dnia, ale i z wieczora. Może to pyszne mojito, a może miła obsługa i wyjątkowa
atmosfera spowodowana tym, że lokal jest naprawdę niewielki. Lubimy sobie
przycupnąć przy barze i sączyć specjalność lokalu, czyli Frizzante lane prosto
z beczki. Lekko musujący, odpowiednio schłodzony napój jest wyśmienitym
dodatkiem do naszych wizyt w Cavie o każdej porze dnia i roku. Uwielbiam te
błogie chwile w bąbelkowej atmosferze.
Słomiany zapał za pewne każdemu jest znany bardzo dobrze. Mnie atakuje za każdym razem, kiedy mam zamiar zrobić coś konstruktywnego. Chociaż cechuje mnie silna wola to on i tak zawsze podstępnie zniweczy moje plany. Dlatego też SŁOMIANEMU MÓWIMY NIE!!!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COŚ DLA BRZUCHA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą COŚ DLA BRZUCHA. Pokaż wszystkie posty
środa, 12 marca 2014
wtorek, 13 marca 2012
NOVA RESTO BAR
Jeśli chcecie poznać znaczenie słowa resto - bar polecam wybranie się do Novej na Kazimierzu. Miejsce nowoczesne, kolorowe i przestronne. Lampy i kanapy posiadają ten sam design, co bardzo ciekawie się prezentuje i rzuca się w oczy od samego początku. Spokojnie można się wybrać większą grupą znajomych, ponieważ panują tu idealne warunki do łączenia stolików. Nova posiada dość sporą werandę, z której można korzystać przez okrągły rok. Podczas chłodnych pór roku jest ona zasłonięta przezroczystą folią. Natomiast, jak łatwo się domyśleć, kiedy tylko zrobi się ciepło zostaje ona odsłonięta i można oddychać świeżym powietrzem, o ile takie w Krakowie jest dostępne J. Nie wiem dlaczego, ale tak się już utarło, że większość ważnych okazji świętuję właśnie w Novej. Dzieje się tak chyba za sprawą pysznego mojito, które jest tam serwowane w najróżniejszych smakach, a to jeden z moich ulubionych napojów wyskokowych. Na początku podchodziłam dość sceptycznie do mojito malinowego czy też jagodowego, ale raz się skusiłam i nigdy tego nie żałowałam. Polecam także melonową odmianę tego trunku. Menu raczej reprezentuje włoskie smaki, dostępne jest również w wersji light dla dbających o sylwetkę. Sałatki pierwsza klasa. Makarony rewelacyjne. Desery przepyszne. Przekąski też niczego sobie. Kapitalne miejsce na luźne spotkania w gronie przyjaciół. Jednak mimo nowoczesnej formy podczas wizyty w tym miejscu cały czas czuć klimat starego i poczciwego Kazimierza.
środa, 29 lutego 2012
I LOVE SUSHI
Moja przygoda z sushi zaczęła się dość dawno, ale jej prawdziwy rozkwit przypada na ostatnie 2 lata. W tym czasie próbowałam dość dużej ilości maków, futomaków, uromaków, hosomaków, nigiri, sashimi itp. itd. Odwiedziłam też kilka restauracji specjalizujących się w przygotowywaniu tych pyszności. Ogólnie rzecz ujmując uwielbiam sushi w każdych ilościach i smakach. Od ryby surowej przez pieczoną po krewetki, kalamary, surimi, czy też kawałki stricte wegetariańskie. A do tego zawsze zielona herbatka najróżniejszego rodzaju. Na samą myśl o wybraniu się do restauracji i zjedzeniu choćby mini zestawu robi mi się ciepło nie tylko na żołądku, ale i na sercu. Dla mnie to istny rytuał. Zapach gotowych kawałków maczanych w sosie sojowym przyprawia mnie o uczucie szczęścia i radości – istna magia. Do tego niesamowita jest sytość, a zarazem lekkość, które towarzyszą mi zawsze po opuszczeniu restauracji.
Zacznijmy więc wycieczkę po odwiedzanych przeze mnie miejscach, gdzie serwują tę charakterystyczną dla Kraju Kwitnącej Wiśni potrawę:
MIYAKO SUSHI (Kraków) – wydaje mi się, że to miejsce miało coś z fast fooda; chrzan wasabi podany w formie chrupkiej.
HANA SUSHI (Katowice) – dość eleganckie miejsce; zestawy zawsze przybrane świeżymi kwiatami i dużymi ilościami wasabi, imbiru i kawioru.
KYOTO SUSHI (Katowice) – kelnerki w kimonach i japonkach stwarzają niepowtarzalną atmosferę; jako aperitif zamawiam zawsze campari z sokiem pomarańczowym.
MUSSO SUSHI (Kraków) – bardzo sympatyczne i eleganckie miejsce; trzy rodzaje sosu sojowego zwykły, cytrynowy i czosnkowy; osobny „pokój” do zajadania sushi siedząc na podłodze.
77 SUSHI (Kraków) – styl nowoczesny; duże możliwości wszelakich kombinacji zestawów; obecnie jestem szczęśliwą posiadaczką karty stałego klienta.
ZEN JAPANESE RESTAURANT & SUSHI BAR – miejsce niesamowite ze względu na dość nisko osadzony sufit (2 piętro) oraz pływające w łódeczkach sushi przy barze; istnieje możliwość usadowienia się na podłodze w zamykanych „pokojach”; podczas ostatniej wizyty kawałki miały kształt serduszek.
We wszystkich tych miejscach sushi zawsze świeże, dobrze przyrządzone, nie rozpada się i pysznie smakuje. Może tylko pierwsze z wymienionych miejsc nie zrobiło na mnie odpowiedniego wrażenia. Przeważnie gustuję w zestawach, bo jak dla mnie to najbardziej się opłaca. Polecam gorąco wszystkim przełamanie się i rozpoczęcie przygody z sushi. Wyśmienite, zdrowe jedzonko i świetna zabawa z pałeczkami, która przybliży nam kulturę Dalekiego Wschodu.
Niestety nie posiadam fotek ze wszystkich tych miejsc. Na pocieszenie załączam link do piosenki o jakże smacznym tytule „Sushi” K. Nosowskiej. Myślę, że odpowiednio wprowadza w klimat SUSHI
wtorek, 28 lutego 2012
DOMOWE OBIADY
Ruczaj to dzielnica kojarząca się raczej z nowymi inwestycjami, kampusem UJ i „końcem” Krakowa. Jednak wśród nowo powstających bloków i lasów żurawi ukryta jest bardzo miła restauracja o wdzięcznej nazwie „Konfitura”. Prowadzona jest w stylu lat przedwojennych i cieszy nas swoją obecnością od prawie roku. Każdy poczuje się tu jak na obiedzie u kochanej babci, nie tylko ze względu na panujący klimat, ale również ze względu na serwowane prawdziwie polskie potrawy. Meble i krzesła w starym stylu, haftowane obrusy i stare radio wprowadzają domową atmosferę. Obsługa przemiła i kojarząca swoich klientów, co jest bardzo przyjemne. Atrakcją są zestawy obiadowe dostępne od poniedziałku do piątki w bardzo przystępnej cenie. Po za tym polecam świeże pierogi, pyszne placki ziemniaczane i wyśmienity kompot jabłkowy. Warto skusić się na pyszne nalewki domowej roboty oraz mało znaną potrawę Żarkoje, czyli „zapiekane mięso wołowe z warzywami i ziemniakami w tradycyjnych glinianych dzbanuszkach pod czapeczką z ciasta drożdżowego” (cytat z menu).
Co jakiś czas organizowane są wieczorki tematyczne. Miałam przyjemność uczestniczyć w dwóch degustacjach ryb wędzonych przez Fina mieszkającego w Polsce. Niech nie przeraża Was słowo degustacja kojarząca się z kąskami na wykałaczkach, gdyż po obu tych wieczorkach opuściłam „Konfiturę” najedzona do syta. Na pierwszym spotkaniu można było spróbować łososia wędzonego na ciepło, łososia wędzonego na zimno z pieprzem cytrynowym (gravia) oraz suma i pstrąga. Na drugim zgromadzeni goście mieli okazje oprócz wyżej wymienionego łososia spróbować jesiotra oraz krewetek. Łosoś za każdym razem doskonały. Natomiast sum i jesiotr to bardzo ciekawe doświadczenie.
W „Konfiturze” czeka nas jeszcze inna miła niespodzianka, a mianowicie regał z książkami, grami i zabawkami dla dzieci. Można sobie poczytać, pograć lub poplotkować z obsługą. Po za tym książki można pożyczyć, albo wymienić na inne przyniesione z domu.
Uwaga: Przechodziłam ostatnio obok Camelota i był zamknięty L. Mam nadzieję, że to tylko remont – dochodziły z wnętrza charakterystyczne dla niego odgłosy.
Uwaga: Przechodziłam ostatnio obok Camelota i był zamknięty L. Mam nadzieję, że to tylko remont – dochodziły z wnętrza charakterystyczne dla niego odgłosy.
środa, 15 lutego 2012
WYJĄTKOWE WALENTYNKI
Walentynki to „święto”, którego zazwyczaj nie obchodzimy, ale wczorajsza niespodzianka tak bardzo mnie zaskoczyła, że postanowiłam ją opisać. Mój Walenty nakazał mi elegancko się wystroić i nie objadać. Domyśliłam się więc, że czeka na nas zarezerwowany stolik w restauracji. Tylko w której? Wystroiłam się według zaleceń (co przyczyniło się do lekkiego spóźnienia) i zostałam porwana. Podczas podróży przeprowadzana była w mojej głowie stała analiza eleganckich miejsc, w których można zjeść coś pysznego. Kiedy dotarliśmy pod drzwi Restauracji Wierzynek moje zdziwienie i podekscytowanie sięgnęło zenitu. Cóż ja wiedziałam o „Wierzynku”? Że to miejsce nawiązujące do postaci Mikołaja Wierzynka i uczty którą wydał w 1364 roku z okazji zaślubin wnuczki króla Kazimierza Wielkiego. Że to miejsce wytworne i eleganckie. Że to miejsce wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Że to miejsce gustowne i drogie. I tak też jest w rzeczywistości. Z czystym sumieniem potwierdzam. Obsługa na najwyższym poziomie od momentu przekroczenia progu. Wystrój poszczególnych sal niesamowity. Meble, stoły i krzesła w iście królewskim stylu. Złote ramy, strojne żyrandole i zasłony jak w prawdziwym zamczysku. Wszystko to w mgnieniu oka przenosi człowieka do innej epoki. Ucztowaliśmy, gdyż tylko tak można określić zaserwowane nam dania, w Sali Wierzynkowej. Obiado-kolacja składała się z 4 wyśmienitych i wartych polecenia dań. Nigdy nie jadłam tak przepysznych i aksamitnych jaj przepiórczych. Przez chwilę, dzięki wykwintnym strawom, sprawnej obsłudze oraz olśniewającemu wystrojowi, czułam się jak prawdziwa królowa. I tak oto mój Król i jego niespodzianki stają się blogową inspiracją i nie dają rozwijać się słomianemu.
Sala Wierzynkowa:
Opublikowane zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.wierzynek.com.pl/
piątek, 3 lutego 2012
CAFE CAMELOT
Jest takie miejsce w Krakowie, w zasadzie bardzo niepozorne, do którego warto wstąpić i zapomnieć o reszcie świata. Z zewnątrz to stara kamienica i zimą, kiedy nie ma możliwości wystawienia stoliczków, można przejść przez zaułek Św. Tomasza, nie zwracając na nie najmniejszej uwagi. Ale kiedy już je znajdziemy i przekroczymy jego próg to z pewnością nas zaskoczy i sprawi, że będziemy do niego powracać. Zaskoczy nas oczywiście bardzo pozytywnie. I nie chodzi tylko o jego wnętrze, ale i o bogactwo karty. Jest to miejsce naprawdę niespotykane, pełne przedziwnych ludowych rzeźb oraz tajemniczej atmosfery. Stojące tam stoliki i krzesła w starym, krakowskim stylu zapraszają nas i gwarantują chwilę odprężenia. Jest to miejsce, które pozwoli zapomnieć nam o pędzącym czasie, kłopotach oraz liście spraw, które pozostały nam jeszcze do załatwienia. W rozluźnieniu pomaga oryginalne menu zawierające liczne pozycje. Camelot, tak się nazywa ów magiczne miejsce, kusi nas: pysznymi kawami, świeżymi koktajlami, wyśmienitymi tartami i na słodko i na ostro oraz innymi przepysznymi potrawami. Smakołykom towarzyszą, przez okrągły rok, owocowe dodatki, a kawie korzenne ciasteczka. W mroźne wieczory, które właśnie nas dręczą warto skusić się na grzane wino z figami, przepyszną ciepłą nalewkę lub mojego faworyta „malinową bombę”.
W „lochach” kawiarni działa kabaret. Niestety nic na jego temat nie mogę napisać, ponieważ nigdy na własne oczy go nie widziałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



